Telefon dzwoni. W słuchawce odzywa się uprzejmy mężczyzna, przedstawia się jako pracownik banku i przekazuje niepokojącą wiadomość: ktoś próbuje ukraść pieniądze z naszego konta. Trzeba działać natychmiast, zanim będzie za późno.
Rozmówca zapewnia, że wie, jak uratować oszczędności. Wystarczy wykonać przelew na specjalne, bezpieczne konto. Pieniądze mają tam przeczekać zagrożenie, a później wrócić do właściciela.
Brzmi przekonująco? Właśnie na tym polega oszustwo.
Przestępca nie musi włamywać się na konto. Wystarczy, że przekona jego właściciela, aby sam przelał pieniądze.
Blisko 55 tysięcy złotych i 20 telefonów
Taką metodę, według ustaleń policji, mieli wykorzystywać dwaj mężczyźni zatrzymani 6 października w Warszawie przez funkcjonariuszy z Komendy Powiatowej Policji w Pruszkowie.
Podejrzani mają 24 i 30 lat. Śledczy ustalili, że pokrzywdzeni, przekonani o konieczności zabezpieczenia swoich pieniędzy, wykonywali przelewy na wskazane rachunki. Łącznie stracili w ten sposób blisko 55 tysięcy złotych.
Podczas przeszukania policjanci zabezpieczyli aż 20 telefonów komórkowych, karty płatnicze, dokumentację bankową oraz gotówkę w różnych walutach o wartości około 169 tysięcy złotych.
Obaj mężczyźni usłyszeli łącznie dziewięć zarzutów dotyczących oszustw i posługiwania się dokumentami. Decyzją sądu zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące.
Śledztwo trwa, a policjanci sprawdzają, czy pokrzywdzonych może być więcej.
Jak oszuści przekonują ludzi do oddania pieniędzy?
Cały mechanizm opiera się na strachu i pośpiechu. Oszust najpierw przekonuje rozmówcę, że jego pieniądze są zagrożone. Następnie przedstawia rozwiązanie, które rzekomo ma je uratować.
Może twierdzić, że ktoś próbował zaciągnąć kredyt, zalogował się na konto albo właśnie wykonuje nieautoryzowany przelew.
Najważniejsze jest wywołanie przekonania, że liczy się każda minuta. Ofiara ma działać szybko, bez zastanowienia i bez konsultowania sprawy z kimkolwiek.
Niektórzy oszuści idą jeszcze dalej. Proszą o podanie kodów autoryzacyjnych, danych do logowania lub zainstalowanie programu umożliwiającego zdalny dostęp do telefonu czy komputera.
Co szczególnie niebezpieczne, przestępcy mogą również podszywać się pod numery telefonów banków. Sam fakt, że na ekranie wyświetla się znajomy numer, nie oznacza więc, że rzeczywiście dzwoni pracownik banku.
Jedno zdanie powinno zakończyć rozmowę
Jeżeli osoba podająca się za pracownika banku mówi, że trzeba przelać oszczędności na inne konto, aby je zabezpieczyć, mamy do czynienia z charakterystycznym sygnałem oszustwa.
Bank nie wymaga od klienta przelewania pieniędzy na specjalny rachunek w celu ochrony przed kradzieżą.
W takiej sytuacji najlepiej natychmiast zakończyć rozmowę i samodzielnie zadzwonić do banku, wybierając numer z oficjalnej strony internetowej, aplikacji lub karty płatniczej. Nie należy oddzwaniać na numer podany przez rozmówcę.
Nie wolno również przekazywać telefonicznie haseł, kodów BLIK ani kodów zatwierdzających operacje, których sami nie zlecaliśmy.
A jeśli pieniądze zostały już przelane?
Wtedy najważniejszy jest czas. Należy natychmiast skontaktować się ze swoim bankiem, zgłosić oszustwo i poprosić o podjęcie próby zatrzymania lub odzyskania przelewu. Sprawę trzeba także zgłosić policji.
Warto zachować numer telefonu, wiadomości, potwierdzenia przelewów oraz inne informacje związane z kontaktem z oszustem.
Przypadek badany przez pruszkowskich policjantów pokazuje, że do utraty oszczędności nie potrzeba skomplikowanego włamania informatycznego. Czasem wystarczy rozmowa z człowiekiem, który potrafi wzbudzić strach, a następnie przekonać, że jedynym ratunkiem jest wykonanie jego poleceń.
Dlatego jeśli ktoś zadzwoni z informacją, że właśnie ratuje nasze pieniądze, warto zrobić coś, czego z pewnością nie oczekuje oszust: rozłączyć się.




Komentarze
Wybierz emotikonę
Wybierz GIF