Dziś trudno sobie wyobrazić, że niewielka gajówka stojąca kiedyś na skraju Lasu Sękocińskiego na kilka godzin znalazła się w samym środku wydarzeń związanych z pierwszymi dniami Powstania Warszawskiego.

Wspominał ją po latach Zdzisław Zaborski ps. „Błyskawica”. W nocy z 1 na 2 sierpnia jego grupa przedzierała się z rejonu Pruszkowa w kierunku Lasów Sękocińskich. Padał ulewny deszcz, żołnierze byli przemoknięci, a po drogach poruszały się niemieckie samochody i patrole.

Po dotarciu do ówczesnej szosy katowickiej musieli przeczekać przejazd Niemców. Kiedy droga opustoszała, przebiegli na drugą stronę i weszli w Las Sękociński. Dalej prowadziła już wąska leśna ścieżka.

Około czwartej rano dotarli do gajówki nazywanej „Pod Wolicą”.

Jej gospodarzem był Marian Sankowski, miejscowy gajowy i żołnierz konspiracji. To właśnie w jego domu ulokował się sztab.

Z opisu Zaborskiego wynika, że budynek znajdował się na skraju Lasu Sękocińskiego od strony Wolicy, niedaleko ówczesnej szosy katowickiej. Gdy „Błyskawica” stanął później na warcie od strony wsi, słyszał ruch samochodów na pobliskiej drodze.

Właśnie podczas tej warty z ciemności wyłoniło się trzech młodych ludzi.

Obowiązujące hasło brzmiało:

„Warszawa”

Odpowiedź:

„Wolność”.

Przybysze hasła nie znali.

Szybko okazało się jednak, że nie byli Niemcami. Byli żołnierzami z warszawskiej Ochoty, którzy po wybuchu Powstania próbowali wydostać się poza miasto. Ich oddział przeszedł wcześniej przez dramatyczne starcie pod Pęcicami.

Zaborski zaprowadził ich do gajówki.

Nie byli jedynymi, którzy tej nocy znaleźli tam schronienie.

Łączniczka Armii Krajowej Henryka Zdanowska ps. „Barbara” wspominała, że kobiety ze sztabu również zostały skierowane do Lasów Sękocińskich. Ich punktem postoju była właśnie gajówka „Pod Wolicą”. Dotarły tam około trzeciej nad ranem, kompletnie przemoczone po nocnym marszu.

Nad ranem miejsce zaczęło się zapełniać.

W stodole i wokół zabudowań odpoczywali żołnierze, a w domu pracował sztab. Gospodarze starali się pomóc, jak mogli. Przemoczonym powstańcom podano gorącą zupę, a część ludzi próbowała choć przez chwilę odpocząć w sianie.

W kolejnych godzinach i dniach w Lasach Sękocińskich zebrało się około 300 ludzi.

Problemem była broń. Powstańcy mieli jej zdecydowanie za mało w stosunku do liczby żołnierzy i sił niemieckich znajdujących się w okolicy. Rozważano między innymi działania przeciwko niemieckiej radiostacji w Łazach, ale obiekt był silnie chroniony.

Dowództwo musiało liczyć się z tym, że otwarta walka przy takim uzbrojeniu mogłaby zakończyć się tragedią.

Gajówka „Pod Wolicą” nie była jednak przypadkowym miejscem wybranym tylko dlatego, że stała w lesie.

Marian Sankowski należał do miejscowej konspiracji, a Wolica, Sękocin i Walendów znajdowały się na terenie działania plutonu AK nr 1727. Mieszkańcy tych okolic uczestniczyli w szkoleniach, gromadzeniu broni, kolportowaniu prasy podziemnej i przygotowaniach do walki.

Leśniczówka Sankowskiego była więc częścią istniejącej już wcześniej konspiracyjnej sieci.

Co ciekawe, budynek przetrwał wojnę.

Zdzisław Zaborski wrócił tam po latach i sfotografował gajówkę w 1993 roku. Zdjęcie opublikowano w „Przeglądzie Pruszkowskim” z podpisem: „Gajówka ‘Pod Wolicą’ w Lesie Sękocińskim”.

Oznacza to, że budynek związany z wydarzeniami z sierpnia 1944 roku stał jeszcze na początku lat 90.

Dziś samej gajówki już nie zobaczymy. Z zachowanych relacji można jednak dość dobrze określić jej położenie: stała na skraju Lasu Sękocińskiego od strony Wolicy, niedaleko dawnej szosy katowickiej

Być może mieszkańcy Wolicy i okolic do dziś przejeżdżają niedaleko miejsca, w którym ponad 80 lat temu, w deszczową sierpniową noc, Marian Sankowski otworzył drzwi swojej gajówki powstańcom, a niewielki leśny dom na kilka dramatycznych godzin stał się sztabem Armii Krajowej.