Nadarzyn ma swoją historię zapisaną w budynkach, nazwach ulic i dokumentach. Trudniej odtworzyć codzienne życie jego dawnych mieszkańców. Gdzie się spotykali, czym żyli, jakie mieli plany? Czasem więcej niż urzędowe zapisy mówi o tym osobista relacja.
Taką opowieść odnaleźliśmy we wspomnieniach, których autorem jest Moshe Zichelinski. Opublikowano je w 1967 roku w księdze pamięci Pruszkowa, Nadarzyna i okolic. Trafiliśmy na nie przypadkiem. Naszą uwagę zwróciły fragmenty o przedwojennym Nadarzynie — przedstawieniach teatralnych, miejscowych rzemieślnikach, handlarzach i organizującej się młodzieży.
Postanowiliśmy przybliżyć tę relację czytelnikom, ponieważ dotyczy ludzi, którzy współtworzyli naszą miejscowość. Dla autora Nadarzyn był domem. Tutaj żył przed wojną, w pobliżu ukrywał się podczas okupacji i tutaj wrócił po wyzwoleniu.
W Nadarzynie grano teatr
Zichelinski rozpoczyna swoją opowieść od życia kulturalnego:
„Nasze miasteczko było niewielkie, a mimo to młodzież próbowała swymi skromnymi siłami organizować na miejscu życie kulturalne”.
W Nadarzynie działało kółko teatralne prowadzone przez osobę przyjezdną. Wystawiano między innymi „Chasię sierotę” i „Bar Kochbę”. Mieszkańców odwiedzała również grupa teatralna z Pruszkowa.
Z czasem uczestnicy kółka dorastali, zawierali małżeństwa i wyprowadzali się. Działalność stopniowo przygasła. Później część młodzieży zaangażowała się w organizacje polityczne. Autor wymienia ruch rewizjonistyczny i organizację lewicową, a także przyjazdy działacza z Pruszkowa, który prowadził działalność kulturalną.
Z tych kilku zdań wyłania się obraz mieszkańców zajętych pracą, zakładaniem rodzin, przygotowywaniem przedstawień i dyskusjami o przyszłości.
Według autora w chwili wybuchu wojny w Nadarzynie mieszkało blisko sto rodzin żydowskich, liczących około sześciuset osób. Większość utrzymywała się z rzemiosła lub drobnego handlu.
Powrócili, by pochować zamordowanych
Wojna przerwała tę codzienność. Zichelinski opisuje bombardowanie i zniszczenia Nadarzyna oraz ucieczkę większości żydowskich mieszkańców do Warszawy.
Według jego relacji niemieccy żołnierze i esesmani zgromadzili około sześćdziesięciu Żydów pozostałych w miejscowości i ich rozstrzelali.
Autor wspomina, że po powrocie uchodźców z Warszawy burmistrz polecił zebrać ciała pomordowanych z pola i zapewnić im pochówek.
„Zebraliśmy zmarłych i pochowaliśmy ich na miejscowym cmentarzu”.
Nakaz opuszczenia rodzinnego miasteczka
Pod okupacją mieszkańcy próbowali ponownie pracować i organizować codzienne życie. Każdego dnia musieli jednak dostarczać robotników do pracy przymusowej. Powołano również radę gminy żydowskiej.
Potem przyszedł nakaz wyjazdu.
„Po pewnym czasie otrzymaliśmy rozkaz opuszczenia naszego miasta i przeniesienia się do Grodziska”.
Pobyt w tamtejszym getcie był krótki. Po jego likwidacji Zichelinski znalazł się w getcie warszawskim. Wspomina szukanie dachu nad głową: jedni zatrzymywali się u krewnych, inni wynajmowali mieszkania, pozostali korzystali z zakwaterowania organizowanego przez gminę.
Warunki były, według niego, znacznie gorsze niż w mniejszych miejscowościach. Ludzie umierali z głodu i chorób. Próbowali wydostać się poza getto.
W tej części wspomnień pojawia się jego matka, Frida. Po przejściu na stronę aryjską została schwytana i osadzona w więzieniu przy ulicy Dzikiej. Po zwolnieniu ponownie ją zatrzymano. Autor opisuje deportację matki i innych bliskich do Treblinki. Do tego samego obozu wysłano jego siostrę z mężem i dziećmi.
Losy najbliższych zamykają się w kilku krótkich zdaniach.
Praca i walka o przeżycie
Zichelinski pracował w niemieckiej fabryce amunicji. Opisuje tłumy gromadzące się przy wyjściu z getta i oczekujące na przejście do zakładów pracy. Niemieccy kierownicy wybierali potrzebnych robotników.
„Tylko część zgromadzonych wybrano do pracy. Całą resztę natychmiast poprowadzono na śmierć”.
Wspomina kobietę, która próbowała dołączyć do grupy w męskim przebraniu. Niemcy ją rozpoznali i wypędzili. Gdy ponownie wślizgnęła się między szeregi, zabili ją na miejscu.
Autor zapisał, że wraz z innymi zaczął wtedy uciekać. Strzelano za nimi, lecz zdołali się wydostać.
Później znalazł się na Okęciu. Według jego relacji spośród około 1200 osób po selekcji pozostawiono 103 Żydów. Wśród nich byli on i jego brat Leon.
Bracia zdecydowali się ostatecznie na ucieczkę w okolice Nadarzyna. Ukrywali się tam aż do wyzwolenia.
Schronienie w rodzinnych stronach
Powrót w znajome okolice nie oznaczał jeszcze bezpieczeństwa. Zichelinski wspomina tułaczkę po polach i lasach.
„Nocowaliśmy w okolicznych stodołach i oborach”.
Długi okres życia w zagrożeniu opisuje zaledwie kilkoma słowami. Nie wymienia gospodarstw ani nazwisk osób, z którymi bracia mieli kontakt.
To fragment szczególnie bliski lokalnej historii. Rozgrywał się w okolicach Nadarzyna, wśród pól, lasów i zabudowań gospodarskich. Dla ukrywających się braci znalezienie kolejnego schronienia oznaczało możliwość przeżycia następnej nocy.
Autor podał, że wyzwolenie zastało ich 17 stycznia 1945 roku.
„Nie znaleźliśmy tam ani jednego Żyda”
Po wyzwoleniu wrócili do Nadarzyna.
„Wróciliśmy do naszego miasta, ale nie znaleźliśmy tam ani jednego Żyda”.
Tak Zichelinski zapamiętał własny powrót. Nie zastał społeczności, którą znał sprzed wojny — znajomych rodzin, rzemieślników, handlarzy i młodzieży przygotowującej przedstawienia.
Bracia przenieśli się do Pruszkowa, gdzie spotkali innych ocalałych. Pozostali tam około pół roku. Autor wspomina pogarszającą się sytuację, wrogość oraz ostrzeżenia przed grożącą im krzywdą.
Kolejnym przystankiem była Łódź. Tam Zichelinski się ożenił. W czerwcu 1946 roku wyjechał do Niemiec, gdzie czekał na możliwość emigracji.
Relację kończy datą przybycia do Hajfy na statku „Galila”: 4 listopada 1948 roku.
Na trzech stronach wspomnień pozostawił obraz Nadarzyna, który znał przed wojną: młodzieży wystawiającej sztuki, rzemieślników, handlarzy i rodzin zajętych codziennym życiem. Opowieść o ich losach jest częścią historii naszego miasteczka.
Źródło: Moshe Zichelinski, „From the memories of a man from Nadzin” („Ze wspomnień mieszkańca Nadarzyna”), w: „Sefer Pruszkow, Nadzin we-ha-sewiwa”, Tel Awiw 1967, s. 259–261. Cytaty w tłumaczeniu z języka hebrajskiego. Liczby i opisy wydarzeń przytoczono za autorem wspomnienia.




Komentarze
Wybierz emotikonę
Wybierz GIF